Barokowy ideał kobiecego piękna

autor: Agata Cygan | 22.07.2013

Rubensowskie kształty

To określenie większości zapewne przywodzi na myśl pulchne bohaterki dzieł Paula Rubensa. Puszyste – mówiąc delikatnie – panie o dużych brzuchach, krągłych pupach, grubych ramionach, dużych pośladkach, szerokich biodrach i obfitych udach królują nie tylko na obrazach owego artysty, ale wielu malarzy ówczesnej epoki. Całości dopełnia warstwa nieestetycznych fałdek, okalająca każdą partię ciała bohaterek. Wszystko to oczywiście idealnie wyeksponowane dzięki odwadze i śmiałości pozujących (brak ubrań, odważne, wyzywające pozy). Czy jednak zdajemy sobie sprawę, że owe puszyste panie to nie tylko fantazyjne upodobanie słynnego malarza, ale także – kanon kobiecego piękna owej epoki?

Zmysłowość, cielesność, ziemskie przyjemności nie są tutaj ukazane jako grzeszne, ale raczej – naturalne i pożądane. Znika gdzieś tak wielbiona wcześniej duchowość, tajemnica, harmonia i równowaga, ich miejsce zaś zajmuje – uwielbienie dla tego, co ziemskie. To z pewnością wynik swego rodzaju buntu przeciwko renesansowej harmonii, wynik zwątpienia w możliwości człowieka, odejścia od optymizmu wcześniejszej epoki.

Pełne kształty wcale nie stanowią dla ówczesnych niewiast zmartwienia. Nagość, nadwaga i nieestetyczny cellulit zupełnie ich nie krępują.

Barokowe kobiety mówią zdecydowane NIE przypisywanej im wrażliwości, delikatności i duchowości. Schodzą niejako z piedestału na ziemię i pokazują swoje prawdziwe oblicze. Dlatego kobieta owych czasów to jednostka zimna, wyrachowana, stanowcza, oschła w obejściu. Osoba niezwykle zmienna w nastrojach i niestała w uczuciach, a niekiedy – zupełnie ich pozbawiona. Żelazna dama o wygórowanych ambicjach, sporym poczuciu własnej wartości i dużej dozie pewności siebie. Nie tylko ona zaczyna uwielbiać i pożądać – także sama staje się przedmiotem uwielbienia i pożądania. Kobieta baroku wie, że ziemskie przyjemności kiedyś się skończą, a więc trzeba je maksymalnie wykorzystać. Kocha zabawę, chętnie bierze udział w przyjęciach i ucztach, na których – zdecydowanie odrzuca jakiekolwiek granice.

Poprawić matkę naturę

W baroku do łask powraca tak doceniany w starożytnym Egipcie makijaż. Kobiety mocno się pudrują, by rozjaśnić twarz, noszą wymyślne peruki, tworząc wokół okrągłej twarzy burzę drobnych loczków lub spinając je w fantazyjne koki. Zakładają długie suknie z mnóstwem falban i falbanek oraz z głębokimi dekoltami (nagość bowiem była zarezerwowana dla sztuki, nie zaś preferowana na co dzień) i gorsetami, które uciskając talię, dodatkowo eksponują obfity biust. Lubią także dużą biżuterię i wszelkiego rodzaju ozdoby. Wszystko to jest zbiorowym efektem licznych zagranicznych podróży, fascynacji nieznanymi dotąd kulturami, a tym samym – mieszanką wielu stylów i tendencji.

Oczywiście sprawia to, że kobieta baroku wygląda bardzo nienaturalnie, manierycznie, niekiedy wręcz sztucznie. Jest niedostępna, niedotykalna, a więc – paradoks – zbliża się do ideału kobiety średniowiecza (!?) Być może to zbyt daleko posunięte stwierdzenie, jednak w obu, jakże sprzecznych wizerunkach, można dostrzec swego rodzaju podobieństwo. Kobieta średniowieczna była niedostępna z uwagi na swoją duchowość, nieziemskość, skromność i pokorę. Kobieta baroku – przeciwnie. Buduje wokół siebie mur z wyrachowania, dumy i wyniosłości. Co je łączy?

Obie stają się ideałem dla swojej epoki. Obie – równie nieszczęśliwe, nienaturalne, zamknięte w sztucznym kanonie. Być może to właśnie dlatego barokowa sztuka została uznana za najlepsze pole do wyzwolenia kobiety? Wyrwania jej z ciasnych gorsetów, sztucznych pukli, mosiężnych naszyjników. Sztuka, która ukazuje kobietę w całej jej okazałości, ze wszystkimi wdziękami i licznymi niedoskonałościami. Wyzwoloną, naturalną, szczęśliwą.


@ śledź nas na instagramie
powrót do góry