CandyLipz, czyli usta jak… balony!

autor: Agata Cygan - Kukla | 25.05.2015
Candylipz

Ale tylko przeczytaj, bo absolutnie nie namawiamy cię do próbowania tego rodzaju zabiegu na własnych… wargach.

Mechanizm działania urządzenia jest dość logiczny – chcesz mieć wielkie usta? To je sobie napompuj! I rzeczywiście – australijski wynalazek ma postać pompki, którą należy przyłożyć do ust, a następnie mocno na nich zacisnąć – w tym czasie wargi zostają zassane do wnętrza. Po upływie dwóch minut można uwolnić usta i – z drżeniem serca spojrzeć w lustro.

Bo na to, jak nasze akurat wargi zareagują na tego rodzaju torturę nie ma jednej odpowiedzi. O to, że będą większe (znacznie!) nie ma obawy – w większości przypadków rzeczywiście stają się duże, grube i wydęte. Zgodnie z deklaracją producenta – zwiększają swój rozmiar co najmniej dwukrotnie. Pozostaje jednak pytanie, jak taki efekt będzie prezentował się na tle naszej twarzy. Bo na to, że nie wyjdzie karykaturalnie, nikt niestety nie da nam gwarancji.

Usta jak balony

Usta to bardzo ważny element fizjonomii (jak zresztą każdy inny). Mogą zmienić wyraz całej twarzy oraz jej charakter – ta, wyglądająca poważnie, nagle może przybrać postać groteskowej. Te przykre wnioski potwierdzają zdjęcia dziewczyn wykonane już po zabiegu. W wielu przypadkach usta wcale nie wyglądają na ponętne, ale raczej spuchnięte, obrzęknięte, zdeformowane, zniekształcone albo – jak mówią niektórzy – rybie.

Na szczęście jednak dla tych, których efekt nie zachwycił, ale raczej przeraził, podobno utrzymuje się jedynie do dwóch godzin

Można się jednak domyślić, że dla innych – tych, których rezultat zadowala, nie jest to dobra wiadomość. Bo podczas imprezy łatwo się zapomnieć. A kiedy w łazienkowym lustrze dostrzeżemy, że szminka, którą wymalowałyśmy ogromne usta wychodząc z domu, pokrywa teraz centymetrowy obszar skóry wokół nich, możemy szybko stracić ochotę na dalszą zabawę…

Ponętne czy… spuchnięte?!

Pomijając względy estetyczne, warto jeszcze zapytać, czy taki zabieg jest bezpieczny dla zdrowia. Skoro prezentuje się go jako alternatywę dla botoksów, silikonów i innych szkodliwych powiększaczy – powinien. A tymczasem – niekoniecznie. Lekarze przestrzegają też zafascynowane dziewczyny, że tego typu działanie może uszkodzić nerwy i naczynia krwionośne. Co więcej, po jego zakończeniu na skórze wokół ust często (według szacunków bardzo często, bo w 80 proc. przypadków) pojawiają się zasinienia, zaczerwieniania, opuchlizna. Producent twierdzi, że są one zupełnie normalne – bez względu na to, czy przybierają lekko różowy, czerwony, fioletowy czy też czarny (!) kolor.

Na dowód tego, że nie ma się czym martwić, firma zamieszcza na swojej stronie przykłady tego, jak mogą wyglądać usta tuż po użyciu CandyLipz. Szczerze – nas to przeraża.

Wprawdzie producent zapewnia, że skutki uboczne powinny zniknąć w przeciągu 4-10 dni, ale biorąc pod uwagę, że efekt całej zabawy utrzymuje się do 2 godzin, to chyba trochę długo jak na rekonwalescencję

A że nie jest ona wcale przyjemna, potwierdzają dziewczyny, które skusiły się na eksperyment. Twierdzą, że usta bolały nie tylko w czasie zasysania, ale i po jego zakończeniu. Producent przekonuje na szczęście, że szczypanie i ciągnięcie jest odczuwalne tylko przy pierwszych aplikacjach. Z czasem – po około tygodniu, przyzwyczajamy się do niego i przestajemy czuć cokolwiek. Oby nie było to prawdą!

Pompkę można kupić w internecie, a zabieg wykonywać we własnym domu – jak zapewnia producent, nawet do 10 razy dziennie. Jeśli któraś z Was wypróbowała go na własnych ustach, czekamy na opinie! (Jeśli nie, nic nie szkodzi!)

 

fot. główne: https://www.pinterest.com/pin/523473156663139261/


@ śledź nas na instagramie
powrót do góry