Coraz krótsza historia sukienki

autor: Agata Cygan | 14.04.2014

Masz na sobie sukienkę? Ale się wystroiłaś!

Dzisiaj, choć spośród licznych fasonów można wybrać zarówno wygodne i funkcjonalne kroje, sprawdzające się na co dzień, jak i stylowe modele odpowiednie na wielkie wyjścia. Większość z nas sięga po sukienkę właśnie przy tej drugiej okazji. A przecież sukienka jest tym elementem kobiecej garderoby, który daje największe możliwości korygowania sylwetki! Jest najwspanialszą ozdobą każdej kobiety, bez względu na wiek i urodę.

Niestety, w dzisiejszych czasach założenie sukienki do pracy (o ile nie jest to rzecz jasna obowiązujący w danej placówce dress code) czy spotkanie ze znajomymi spotyka się często z komentarzem w stylu: Ale się dzisiaj wystroiłaś czy: A co to za okazja…?

Sukienka jest dla mnie – wszystkim!

Tymczasem, to niezwykle ważny element kobiecej garderoby. O jego znaczeniu świadczy chociażby fakt, że w dawniejszych czasach słowo to służyło do określania… całego dobytku osobistego. Z czasem wprawdzie zostało „zdegradowane” do zbiorczej nazwy wszystkich posiadanych przed daną osobę ubrań, a ostatecznie – wyłącznie długiego stroju kobiecego, ale i tak może się pochwalić długimi latami świetności.

Suknie od zawsze były odzwierciedleniem panujących w społeczeństwie nastrojów.

W starożytności przyjmowały postać odpowiednio udrapowanych, upinanych według uznania materiałów. Stroje te były niezwykle proste, lekkie i przewiewne, dlatego nosiły je nie tylko kobiety, ale też mężczyźni. W średniowieczu sukienki przybrały bardziej wyrazistą formę – składały się z dwóch warstw – spodniej i wierzchniej, zaś szerokość ich rękawów była sygnałem społecznej pozycji właścicielki.

Suknia spodnia była wkładana przez głowę, zakładana bezpośrednio na koszulę i sznurowana. U góry była obcisła, ale rozszerzała się ku dołowi za pomocą klinów. Sama suknia spodnia była stosowna wyłącznie w sytuacjach domowych, prywatnych – traktowana jako strój nieoficjalny, a nawet roboczy. Dopiero suknia wierzchnia uznawana była za oficjalny strój kobiety – u góry obcisła, poszerzona od bioder klinami, z łódkowym, odsłaniającym ramiona dekoltem oraz długimi, zakrywającymi połowę dłoni rękawami. Ubrania o takim fasownie były średniowiecznym wyznacznikiem nie tylko dam dworskich, ale także kobiet mieszczańskich – różnicę można było zauważyć dopiero w materiale.

Plisy, warstwy i marszczenia

Dopiero około roku 1525 kobiety zrzuciły suknie wierzchnie, zaś suknie spodnie zaczęły łączyć z ozdobnymi gorsetami, przypominającymi pasy. Jak można się domyślać, okres baroku dodał sukience sporo blichtru. Suknie tego okresu były masywne, obszerne, rozłożyste, z mnóstwem falban, wieloma warstwami i kolistą obręczą wokół bioder.

Kulminacja tego stylu miała miejsce w czasie panowania Ludwika XIV, kiedy to gorsety przy sukniach zaczęto tworzyć z wikliny i skóry, by zawęzić maksymalnie talię. W XVIII wieku u dołu sukni montować zaczęto tzw. panier, czyli usztywniającą obręcz, utrzymującą kreację w maksymalnym rozłożeniu. W czasie rewolucji francuskiej zaczęto nosić suknie typu deshambilles – charakteryzujące się wieloma marszczeniami, nie tylko na dole, ale także na plecach i na rękawach oraz długim trenem. Kolejnym krokiem w modzie były sukienki a’la francaise, czyli z dwiema plisami biegnącymi wzdłuż talii.

Chcę oglądać twoje… łydki

Wynalazki bliskie kobietom cz

Fason sukienki uległ drastycznej zmianie w okresie romantyzmu. Szczupłe, wychudzone ciała przykrywały lekkie, zwiewne sukienki, do których produkcji wybierano cienkie, jedwabiste tkaniny w jasnych, pastelowych barwach, dodające właścicielkom dziewczęcej delikatności i subtelności. Usunięcie w cień obszernych sukni nie trwało jednak długo. Te, wkraczające w wiek XX znów były masywne, kopiaste i utrudniały szybkie poruszanie się.

W latach 20., które przyniosły trend w postaci swoistego wyrzekania się kobiecych kształtów, schowano do szafy gorsety, zaś wyjęto sukienki proste i mało kobiece, skrócone tak, by odsłaniały – łydki. Jako, że wojna światowa nie sprzyjała kreowaniu stylów ani wyznaczaniu trendów, w Europie dominowały w tym czasie sukienki i spódnice skrojone na miarę, dopasowane w pasie, co dodatkowo podkreślano paskiem lub gorsetem. Charakterystycznymi rysami tego okresu były spódnice i sukienki ołówkowe. W tym czasie narodził się też styl pin-up, czyli rozkloszowane sukienki w różnych stylizacjach, np. marynarskiej czy cukierkowej – groszki, paski, prążki, kokardy i wisienki.

Mini spódniczka – maxi kontrowersje

W latach 60. królować zaczęła niska talia, a szczególnie sukienki princeski – nieodcinane w talii, lekko wcięte i rozszerzone u dołu. Doceniać zaczęto geometrię: pasy, kratki, grochy, wzory pop-art, liście i przede wszystkim – bogactwo kolorów.

To właśnie ta dekada przyniosła rewolucję w postaci mini-spódniczki. Bo choć jej projekt został stworzony już w roku 1958 przez Mary Quant, brytyjską projektantkę, początkowo wzbudził kontrowersje – odwrotnie proporcjonalne do swojej wielkości. Za modelkę posłużyła projektantce słynna Lesley Hornby, znana jako Twiggy Lawson. A kontrowersje były spore, bo kierownictwo college’u Świętej Hildy na Uniwersytecie w Oksfordzie określiło miniówkę mianem – ubioru dla prostytutek, zaś na Madagaskarze za noszenie mini groziło aresztowanie. Sprawa noszenia mini trafiła nawet do parlamentu holenderskiego. Tymczasem, założenie projektantki było takie niewinne – chciała po prostu bardziej swobodnie dobiegać do autobusu…


@ śledź nas na instagramie
powrót do góry