Częściej, dłużej, zawsze! – intymne przechwałki

autor: Agata Cygan | 16.10.2013

Z niedawno przeprowadzonych badań wynika, że chwalenie się sukcesami, umiejętnościami czy doświadczeniem nie jest naszą domeną (choć rzecz jasna, trudno w tym względzie o jakiekolwiek reguły). Jest jednak dziedzina, w której zasada ta z pewnością nie obowiązuje – nasz związek. Chwalenie się partnerem i jego dyspozycją to świetny sposób na to, by dodać blasku samej sobie (w końcu do seksu trzeba dwojga…), ale w delikatny, subtelny, kobiecy sposób.

Rzecz jasna wszystko zależy od tego, na jakiej stopie jesteśmy z osobami, z którymi rozmawiamy – czy są to nasi przyjaciele czy po prostu znajomi. W przyjacielskim gronie zwykłyśmy bowiem częściej „nadawać” na swoich panów i wytykać im słabości. W gronie kobiet, z którymi nie jesteśmy aż tak zżyte – niekoniecznie…

Codziennie, w ostateczności – raz w tygodniu

Jedną z kwestii, jakie najczęściej pojawiają się w rozmowach kobiet na temat życia intymnego, jest częstotliwość współżycia. Codziennie, co drugi dzień, w ostateczności – raz w tygodniu. A przecież nie ma czegoś takiego, jak norma, dotycząca częstości stosunków! To cecha wybitnie indywidualna, zależna od bardzo wielu czynników. Wpływa na nią zarówno wiek, temperament, osobowość, predyspozycje genetyczne, ogólny stan zdrowia, poziom hormonów płciowych – które to czynniki nie są zależne od nas samych, jak i zmienne, na które w pewien sposób możemy wpływać (choć nie zawsze mamy świadomość ich działania) – warunki i styl życia, dieta, charakter pracy, podatność na stres, stosowanie używek itp.

Osobną zupełnie sprawą jest to, że nie ma reguły, która obliguje nas do tego, by kochać się określoną ilość razy w tygodniu. Przecież seks ma być dla nas przyjemnością, odprężeniem, spełnieniem – ma dawać satysfakcję, a nie być „powinnością”, czymś, co należy „odbyć”. Częstotliwość miłosnych uniesień zależeć więc powinna wyłącznie od naszych preferencji, tego, czego potrzebujemy i oczekujemy. A przecież każda para ma inne oczekiwania i potrzeby! Niektóre preferują regularny seks o stałej porze dnia czy nocy, inne – uzależniają tę porę od nastroju i ochoty.

Gra wstępna, godzina seksu, odpoczynek

Z badań wynika, że przeciętna długość aktu seksualnego – okresu, jaki upływa od rozpoczęcia gry wstępnej aż do zupełnego zakończenia stosunku – wynosi około pół godziny (28 minut), natomiast długość samego stosunku – od momentu wprowadzenia penisa do pochwy – prawie 14 minut.

To równocześnie przybliżony wynik, jaki uznajemy za najbardziej pożądany w tej „rozgrywce” – z jednego z licznych badań na ten temat wynika bowiem, że za odpowiedni uważamy stosunek trwający od 3 do 7 minut, a za najbardziej pożądany – od 7 do 13 minut (tytułowe „11 minut” z powieści Coelho wstrzela się w te granice idealnie).

Jak się jednak okazuje, wyobrażenia o idealnym stosunku często odbiegają od naszych rzeczywistych potrzeb. Niektórzy nadal wierzą, że czas trwania właściwego stosunku nie powinien być krótszy niż 30 minut. To zwykle kobiety idealizują w tej sferze, dlatego obok „codziennych treningów” w sypialni, rozmowy na łóżkowe tematy w żeńskim gronie wypełniają „seksualne maratony” – Najpierw gra wstępna – około 20 minut, potem godzina seksu, trochę odpoczynku i znowu do dzieła. Rzecz jasna w opisywanych rajdach mężczyzna zawsze dzielnie dotrzymuje partnerce kroku, a nawet – to on „przeciąga” sprawę!

A przecież, nikt nie powiedział, że długie, powolne pieszczoty są lepsze od tych krótkich, intensywnych. Wszystko – jak w poprzedniej kwestii – zależy od wielu czynników, a przede wszystkim – indywidualnych preferencji. Przechwalanie się, że współżycie zajmuje nam więcej czasu niż innym, to tak, jak bycie dumnym, że wolimy jabłka zamiast gruszek!

Orgazm za każdym razem

Kolejnym aspektem, jaki pojawia się w kobiecych rozmowach na temat seksu, jest częstotliwość osiągania orgazmów. Rzecz jasna osiągamy go za każdym razem, bo nasz partner zawsze jest w stanie zaspokoić nasze potrzeby i pragnienia. Zaczytując się w statystykach na temat tego, jak często przeciętna kobieta osiąga orgazm (i słysząc, że koleżanka doświadcza tejże przyjemności przy każdym zbliżeniu) oraz ile potrzebuje czasu, by go osiągnąć, jesteśmy coraz mniej zadowolone z własnego życia seksualnego i staramy się przy kolejnej okazji dopasować do „normy”. Tymczasem, koncentrowanie się podczas stosunku wyłącznie na tym jednym aspekcie może skutecznie utrudniać osiągnięcie spełnienia i sprawić, że współżyciebędzie dawało coraz mniej satysfakcji.

Tylko dogłębne poznanie siebie i zrozumienie własnych potrzeb, reakcji, upodobań i własnego ciała – oraz, co ważne, podzielenie się tą wiedzą z parterem! – pozwoli nam poczuć się w sypialni jak w przysłowiowym niebie. Niestety, jak się okazuje, seks to nadal temat zbyt rzadko i niechętnie poruszany przez partnerów.

W kuchni, na pralce, ale … po ciemku

Wynalazki bliskie kobietom cz

Poza tym, że kochamy się codziennie, długo i co najważniejsze – efektywnie, kwestią, jaka pojawia się w kobiecych rozmowach na temat seksu jest – miejsce zbliżenia. Bo rzecz jasna kochamy się wszędzie – w kuchni, na pralce, pod prysznicem, na dywanie, w samochodzie… Nie brakuje i takich par, które przetestowały już właściwie wszystkie zakamarki domu (swojego i nie tylko, bo przecież szczypta lęku, że ktoś nas nakryje, dodaje niezwykłej pikanterii), a partner ciągle nalega na to, by spróbować czegoś nowego.

Na podstawie tego rodzaju relacji można by śmiało podejrzewać, że par, które kochają się w sypialni, jest coraz mniej. Tymczasem, anonimowe badania pokazują coś zgoła innego – to nadal łóżko pozostaje nieodłącznym elementem naszych miłosnych igraszek. Fakt ten jednak może śmiało umknąć naszej uwadze… przy zgaszonym świetle w sypialni (przyzwyczajeniu, którego nadal wiele par nie potrafi/nie chce się pozbyć). Trudno się jednak dziwić, że w obliczu seksu na suficie, jakiego doświadczają koleżanki, nasza kołdra – nawet ta satynowa, trąci nudą i rutyną.

Zmieścić się w normie

Wiele par zastanawia się nad tym, czy częstotliwość zbliżeń, czas trwania stosunków oraz jakość współżycia w ich związku jest wystarczająca. By to sprawdzić, musimy się zestawić z innymi. Swymi przechwałkami stresujemy słuchaczy, którzy z reguły robią to rzadziej, krócej i niekoniecznie na stole, ale rzecz jasna – nie przyznają się do tego, starając się dotrzymać nam kroku. I tak – koło mitów o naszym życiu seksualnym się nakręca. Słuchając ich wynurzeń – często niewiele mających wspólnego z prawdą – zwiększamy swoje kompleksy, tracimy pewność siebie i poczucie własnej wartości, a w ostateczności – sami sprawiamy, że nasze zadowolenie z życia seksualnego się obniża. Nierealistyczne oczekiwania i zbyt wysokie wymagania mogą wydatnie pogorszyć jakość współżycia oraz – związku.

Czy bicie rekordów naprawdę może sprzyjać budowaniu szczęśliwej, satysfakcjonującej relacji?

prOVag żel

@ śledź nas na instagramie
powrót do góry