Czy chore dziecko powinno iść do szkoły?

autor: Kinga Lenart – pedagog, nauczyciel przyrody, biologii | 07.01.2015

Dziecko zdradzające objawy choroby należy pozostawić w domu. Odpowiedź wydaje się jednoznaczna w teorii, jednak w praktyce bywa z tym różnie.

Rodzice posyłają swoje chore dzieci do szkoły z dwóch powodów – by uniknąć zaległości w nauce, a w przypadku tych młodszych – z braku możliwości zorganizowania domowej opieki. W ten sposób, z umyślnej lub nie winy rodziców, szkoły stają się miejscami, które w prawdopodobieństwie zainfekowania się przebywających w nich osób, ustępują jedynie szpitalom i przychodniom.

Większość chorób, z którymi zmagają się uczniowie, to choroby wywoływane przez wirusy, np. przeziębienie, grypa, ospa wietrzna, różyczka czy świnka. Często uczniowie zapadają też na choroby bakteryjne: anginę, zapalenie płuc, zatrucia pokarmowe i inne. W każdym przypadku objawami są osłabienie i złe samopoczucie chorego, a do tego dojść mogą gorączka, katar, kaszel, bóle różnego pochodzenia, wymioty i biegunki. W takim stanie nie ma mowy o spędzeniu całego dnia w niewygodnej ławce, słuchając ze skupieniem o twierdzeniu Pitagorasa czy skomplikowanym życiu pantofelka.

Groźba powikłań

Mówi się, że „katar nieleczony trwa tydzień, a leczony siedem dni”. Skoro leczenie przeziębienia i tak nie przynosi efektów, to niektórzy rodzice błędnie wnioskują, że przeziębione dziecko może stawić czoła szkolnym obowiązkom. Tymczasem sytuacja staje się bardziej kłopotliwa, gdy katar rzeczywiście zaczyna doskwierać i towarzyszy mu coraz więcej objawów. A należy pamiętać, że niedoleczone choroby mogą mieć niebezpieczne następstwa. Nawet zwykłe przeziębienie może skończyć się powikłaniami, gdyż każda infekcja wirusowa osłabia układ odpornościowy chorego.

Do najczęstszych powikłań zalicza się zapalenie zatok, ucha środkowego, gardła lub krtani. Rzadziej spotykanymi są zapalenie płuc, mięśnia sercowego czy opon mózgowych. Nie należy lekceważyć żadnego z nich, ponieważ są one niebezpieczne dla życia, sprawiają większe trudności w leczeniu, nierzadko pozostawiając trwały uszczerbek na zdrowiu, np. niewydolność serca.

Szkodliwe mikroby są wszędzie

Zainfekowany organizm można porównać do dyskoteki, gdzie niezłą zabawę urządziły sobie mikroorganizmy chorobotwórcze. „Radość” oraz „chęć” dzielenia się bakterii, zmusza organizm do kichania, smarkania i kaszlu. Wówczas, niczym poprzez rozpylenie najlepszych perfum, drogą kropelkową zarażane jest najbliższe otoczenie. Mikroorganizmy chorobotwórcze osadzają się wszędzie: na jedzeniu, miejscach sanitarnych, dłoniach, zabawkach, książkach, zwierzętach, i tylko „czyhają” na kolejny organizm, na tyle osłabiony, by móc podjąć nową inwazję. A szkoła jest miejscem do tego wręcz stworzonym – szkodliwe mikroby bez trudu rozprzestrzeniają się między uczniami. To dlatego tak ważne jest zwracanie dzieciom uwagi, aby często myły ręce: przed posiłkiem, po skorzystaniu z toalety czy po kontakcie ze zwierzętami w sali biologicznej. A szczególnie, gdy są chore lub mają kontakt z chorymi.

Paradoksalnie, rozprzestrzenianiu się chorób w szkole sprzyja wpajana dzieciom od najmłodszych lat empatia i potrzeba dzielenia się. W takiej sytuacji, trudno wytłumaczyć pociechom, by unikały bezpośredniego kontaktu z kolegą lub koleżanką, szczególnie, jeżeli mają oni objawy chorobowe. Dotyk, pocałunek, korzystanie z tej samej szczoteczki, ręcznika, picie z tego samego kubka lub butelki, czy zjedzenie zanieczyszczonej żywności jest niestety prostą drogą do zarażenia się.

Leczymy, ale nie w szkole

Zwykłe przeziębienie i grypa są najczęstszymi infekcjami w klasie i prawdopodobnie najbardziej zaraźliwymi. Wywoływane są przez wirusy, na które nie działają antybiotyki. Często podaje się w takich przypadkach środki obniżające gorączkę i wydzielinę z nosa. W ich leczeniu zaleca się odpoczynek i uzupełnianie płynów – i to kolejny argument przemawiający za pozostawieniem chorych dzieci w domu. Rodzice posyłający do szkoły dziecko z pierwszymi objawami choroby, powinni być także świadomi tego, że uczeń przebywający w szkole nie może liczyć na pomoc farmaceutyczną ze strony nauczyciela.

Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Zdrowia, nauczyciel nie może podawać żadnych lekarstw uczniom szkół i przedszkoli (nie dotyczy to chorób przewlekłych). Ma on jedynie obowiązek powiadomić rodzica, a jeżeli zajdzie taka konieczność powinien wezwać pogotowie.

Reasumując, w każdym przypadku choroby zakaźnej nie należy posyłać dziecka do przedszkola lub szkoły. Dziecko i tak nie przepracuje dnia, ze względu na złe samopoczucie, osłabioną percepcję, a dodatkowe niebezpieczeństwo dla niego stwarza możliwość powikłań. I co równie ważne, jedno chore dziecko rozprzestrzenia infekcję wśród innych. Ale ostatecznie każdy rodzic ma obowiązek w takiej sytuacji samodzielnie podjąć decyzję.

 

Kinga Lenart – pedagog, nauczyciel przyrody, biologii.

Międzynarodowa Szkoła Argonaut www.argonaut.edu.pl


@ śledź nas na instagramie
powrót do góry