W prezencie od natury
Choć wśród niektórych nadal pokutuje przekonanie, że depilacja miejsc intymnych to wymysł nowoczesności, warto wiedzieć, że zabieg ten był znany już w czasach starożytnych. Już nasze poprzedniczki odznaczały się determinacją w usuwaniu zbędnego owłosienia. Depilowały je pęsetami, szlifowanymi kamieniami, muszlami, a także produktami pochodzenia naturalnego, jak glinki czy mieszanki żywic. Przygotowywały w tym celu również specjalne preparaty, np. z ekstraktów roślinnych, łoju osła, krwi nietoperza i smoły. Przez kolejne stulecia eksperymentowano w tej dziedzinie z różnymi metodami, jak ścieranie włosków przy pomocy ostrego papieru czy – opalanie ich nad ogniem.
Nie ma jednak wątpliwości, że prawdziwy rozkwit zjawiska nastąpił w wieku XX, kiedy to do łask weszły maszynki do golenia, a z czasem elektryczne depilatory. Powodem owego „boomu” na depilację jest rzecz jasna popularyzacja skąpych strojów kąpielowych, bardziej odważny styl ubierania się (np. stringi) oraz – nie ma co ukrywać – propagowanie nagości w mediach.
– Depilacja miejsc intymnych to moda, która pojawiła się w latach 90. za oceanem i stamtąd przywędrowała do nas – zauważa Krzysztof Bojar, ginekolog i seksuolog z wieloletnią praktyką, aktualnie pracujący w Warszawie, Rykach i Lublinie.
Jeszcze do niedawna w Polsce na oddziałach położniczych rodzące były rutynowo golone, co miało zapobiec infekcji.
Kobiety coraz głośniej buntowały się przeciw takim praktykom, udowodniono też naukowo, że golenie nie zmniejsza ryzyka zakażenia okołoporodowego i w ramach akcji zainicjowanej przez Gazetę Wyborczą „Rodzić po ludzku” – zaprzestano tych czynności (przyp. red. golenie + lewatywa). Tymczasem teraz, zgodnie z obowiązującą modą, rodzące w większości przychodzą do szpitala dokładnie wydepilowane – dodaje.
Obowiązujący trend nie omija także gabinetów ginekologicznych: – Ostatnio miałem w gabinecie młodą pacjentkę, która z zażenowaniem przepraszała, że nie zdążyła się wydepilować przed wizytą … – zauważa lekarz.
Rodem z Hollywood
Z uwagi na wielkość (czy raczej niewielkość) obszaru pozbawianego włosków w trakcie depilacji, wskazać możemy różne jej rodzaje. Tzw. depilacja francuska to najmniej radykalny zabieg, polegający na usunięciu owłosienia jedynie w linii bikini i pachwin – niedepilowane pozostają wargi sromowe oraz wewnętrzna strona pośladków. Depilacja brazylijska sięga nieco dalej – polega na głębokim usunięciu owłosienia z okolic intymnych – z przodu, ze wzgórka łonowego do wcześniej uzgodnionej szerokości czy kształtu (pasek, trójkąt itp.), z części warg sromowych, a także z tyłu – między pośladkami. Bikini hollywoodzkie to z kolei wersja najbardziej radykalna – depilacja całkowita, bez pozostawiania jakichkolwiek „fryzur” intymnych. Obecnie coraz popularniejszy staje się trend stopniowego minimalizowania owłosienia intymnych okolic ciała, aż do całkowitej jego eliminacji.
– Depilacja okolic bikini nie sprzyja zdrowiu intymnemu kobiety – zauważa Krzysztof Bojar, ginekolog i seksuolog. – Myślę, że w jakimś stopniu zadziałały tu wzorce z erotycznych magazynów i filmów porno, gdzie najpierw pojawiły się wymyślne fryzurki na wzgórku łonowym, a potem całkowita depilacja. Czasem jest to po prostu wstęp do dalszych działań i poprawiania wyglądu swoich okolic intymnych – tatuaże, kolczyki itp.
Większość kobiet w wirze nieustannej depilacji nie zastanawia się nad jej przyczyną. Dlaczego nasza kobiecość skrywa się tajemniczo pod nieestetycznymi włoskami, zamiast dumnie prezentować swoją wartość? Czy natura obdarzyła nas tym fantem zupełnie dla żartu? Nie do końca.
Bariera czy zaproszenie?
Owłosienie w okolicach łonowych to jeden ze sposobów, w jaki nasz organizm próbuje się chronić przed drobnoustrojami: włoski zatrzymują bakterie i wirusy, chronią przed podrażnieniami, otarciami i odparzeniami. Usuwanie włosów łonowych podrażnia torebki włosowe, pozostawiając mikroskopijne rany, które to uszkodzenia w połączeniu z wilgotnym środowiskiem stają się wymarzonym siedliskiem dla groźnych patogenów. Gładkie okolice intymne w połączeniu z obcisłą bielizną to kolejny niebezpieczny duet, prowadzący niemalże bezpośrednio do problemów zdrowotnych.
Depilacja włosów łonowych może stać się źródłem kompleksów.
– Wydepilowana dokładnie kobieta, wyglądająca jak lalka Barbie, często zwraca uwagę na wystające wargi sromowe mniejsze, które z czasem zaczynają jej przeszkadzać. Jej srom nie wygląda już przecież tak, jak u małych dziewczynek przed okresem dojrzewania – ostrzega Krzysztof Bojar. – W ten sposób rozwija się ginekologia estetyczna, która – poza przypadkami rzeczywiście wymagającymi pomocy chirurgicznej – zajmuje się m.in. zmniejszaniem i plastyką warg sromowych, odtwarzaniem błony dziewiczej i inną kosmetyką okolic intymnych, często bez konsultacji psychologicznej i seksuologicznej.
Tymczasem wargi sromowe mniejsze rosną w okresie dojrzewania pod wpływem estrogenów i testosteronu – hormonów, warunkujących m.in. poziom libido u kobiety. – A przecież dobrze rozwinięte wargi sromowe mniejsze, które wchodzą w skład tzw. kompleksu łechtaczkowo –pochwowego, ułatwiają kobiecie przeżycie orgazmu – przypomina lekarz.
A argumenty za goleniem? Trudno zaprzeczyć, że owłosienie łonowe może stanowić dla owych drobnoustrojów swego rodzaju „bezpieczną przystań” – zatrzymując się na nim, bakterie po jakimś czasie się rozkładają, wywołując stan zapalny. Co więcej, utrudniają utrzymanie codziennej higieny, zwłaszcza w trakcie menstruacji. Dlatego właśnie specjaliści nie negują zupełnie usuwania owłosienia łonowego. Wręcz przeciwnie – zalecają eliminowanie jego nadmiaru. Nadmiaru – co istotne – a nie całości. Najlepszym rozwiązaniem wydaje się więc rezygnacja z całkowitej depilacji warg sromowych i wzgórka łonowego (szczególnie w zimie, kiedy założenie stroju kąpielowego przestaje być racjonalnym argumentem) na rzecz wygolenia samych okolic bikini.
Brazylijska, francuska, a może hollywoodzka?

Zanim zdecydujemy, na jaki wzór wystylizować swoją kobiecość, zastanówmy się najpierw, z jakich przyczyn to robimy. Dobierając sposób wykonania „zabiegu” do powodu jego podjęcia (wizyta u ginekologa, wyjście na basen czy po prostu – moda), zmniejszamy znacznie ryzyko niepotrzebnego narażania swojej kobiecości na infekcję czy zakażenie.

