Antykoncepcja przez wieki

autor: Agata Cygan | 22.07.2013

Pomocne zwierzęta

Być może niektórych to zdziwi, ale już nasi przodkowie szukali sposobów na to, aby ograniczyć liczbę ewentualnego potomstwa. Wielodzietne rodziny, które często kojarzymy z odległymi czasami, to zapewne nie skutek świadomych decyzji i planów, ale właśnie – wątpliwej skuteczności podejmowanych praktyk. Praktyka kontroli płodności sięga bowiem już czasów starożytnych – pierwszy środek, w założeniu „antykoncepcyjny”, został udokumentowany w tekście, który datowany jest na co najmniej 4 tysiące lat przed naszą erą (co oczywiście nie musi oznaczać, że podobnych prób nie podejmowano wcześniej).

Zgodnie z owym dokumentem, jedynym co powinna zrobić kobieta, aby uchronić się przed niechcianą ciążą, jest zatkanie pochwy żywicą za pomocą mieszaniny węglanu sodu oraz pasty z łajna krokodyli. Jak się okazuje, recepturę tę opracowano na podstawie stosunkowo logicznych wniosków – substancje zawarte w odchodach owego zwierzęcia charakteryzują się kwaśnym odczynem, co może sprawić, że powstrzymają pędzące do komórki jajowej plemniki. Cudowną moc krokodylich odchodów dostrzeżono także w Europie – rzymskie kobiety jako środek dopochwowy, zapobiegający ciąży, stosowały właśnie globulki z krokodylich odchodów. Jak się okazuje, nie tylko krokodyla uznawano za zwierzę hamujące niekontrolowany rozrost populacji.

Kobiety arabskie jako wkładek używały jąder wilka owiniętych w bawełnę, zaś Afrykanki – potu wielbłąda zmieszanego z prochem. Warto zauważyć, że zwierzęce jądra były stosunkowo popularnym środkiem prewencyjnym – przed ciążą miało także uchronić wypicie alkoholu, w którym moczono wcześniej – jądro bobra. Równie odpychający środek preferowały Chinki – ich zdaniem przed ciążą chroniło spożycie dwóch tuzinów żywych kijanek. Więcej nawet – środek ów miał działać zapobiegawczo przez okres pięciu najbliższych lat! W tym czasie Australijki ratowały się okładami z pająków bądź połykaniem żywych os.

Ratunek w naturze

Jak się okazuje, nasi przodkowie upatrywali pomocy w walce z nieplanowanym powiększeniem rodziny nie tylko ze strony fauny, ale także flory. Świat roślin dostarczał im bowiem nieograniczonych inspiracji w tej dziedzinie. Jednym z pierwszych, udokumentowanych tego typu środków, była masa z utartej kory akacji, daktyli oraz miodu. Skąd ten pomysł? Akacja w procesie fermentacji z cukrem wydzielała kwas mlekowy – cenny składnik współczesnych środków plemnikobójczych.

Miód ceniły sobie także kobiety w Mezopotamii – używały tamponów ugniecionych z miodu oraz skruszonych migdałów. Innymi roślinami, którym przypisywano podobne działanie, były m.in. mięta, piołun, mirra, bylica, wierzba, palma daktylowa, granat czy jałowiec. Z czasem dostrzeżono także zbawienne działanie drzew. Kobiety afrykańskie miały np. zwyczaj płukania pochwy zaraz po stosunku specjalnym wywarem z drzewa mahoniowego i soku cytrynowego. Muzułmanki natomiast szukały pomocy w liściach wierzby płaczącej.

Obezwładnić mężczyznę

Untitled

Antykoncepcja to jednak domena nie tylko kobiet, ale także mężczyzn. Dostrzeżono to już w starożytności. Jednym z najstarszych i prawdopodobnie – najbrutalniejszych sposobów hamowania męskiej płodności, było wywoływanie zapalenia w jądrach lub uniemożliwienie wytrysku nasienia. W jaki sposób? W wyniku ugryzienia przez węża. Greckie kobiety walczyły z plemnikami za pomocą oliwy, którą wlewały sobie do pochwy – miała zmniejszyć ruchliwość męskich komórek rozrodczych.

Mieszkanki Australii podejmowały w tym celu bardziej intensywną walkę – wyrzucały z siebie spermę za pomocą silnych ruchów ciała. Inne z kolei wywoływały kaszel oraz kichanie – miało to oczyścić organizm z męskiego nasienia. W nieco bardziej „cywilizowany” sposób walczono w Afryce. Według źródeł to faraonowie stworzyli pierwsze prezerwatywy, które wykonane były z cienkiej bawełny, zaś Indianie stosowali w tym celu skórę węża. Jak się okazuje, do produkcji tego powszechnego i dzisiaj środka prewencyjnego, używano przez wieki różnych materiałów.

Dr Condom zaproponował użycie owczej ślepej kiszki. Co ciekawe, także i w przypadku mężczyzn pomocne miały się okazać zwierzęce genitalia. Nieprzygotowanym jeszcze do roli tatusia zalecano np. – picie wywaru ze zmielonych jąder muła.

Siła techniki i magii

Jak się okazuje, już ludy sumeryjskie dostrzegły fakt, że pomoc natury niekoniecznie jest potrzebna – wystarczy trochę sprytu i techniki. Jednym z preferowanych przez nich sposobów zapobiegnięcia poczęciu był stosunek analny, który – choć ryzykowny z uwagi na potencjalne choroby – nie powoduje ryzyka zajścia w ciążę. W Afryce większą popularnością cieszył się stosunek przerywany oraz taki, który polegał na wprowadzaniu penisa do pochwy bez żadnych ruchów oraz powstrzymywanie się od orgazmu mężczyzn. Tam też rozpoczęto stosowanie wkładek domacicznych.

Co oczywiste, różniły się one nieco od tych, jakie znamy dzisiaj. Na przykład w Niemczech (jeszcze w początkowych latach XX wieku!) produkowano je z wypalonej gliny, zaś Indianie woleli w tym celu używać słodkich ziemniaków (zawierają związek przypominający swą budową progesteron). Początków dzisiejszej pigułki antykoncepcyjnej upatruje się w Chinach, gdzie tysiące lat temu kobiety spożywały rtęć i ołów spieczone w kulkę (połkały je na pusty żołądek, co miało dawać gwarancję ochrony przed zajściem w ciążę).

Na naszym kontynencie więcej siły sprawczej upatrywano w magii niż w naturze, czy zręczności człowieka. Przed nieplanowaną ciążą miał uchronić np. amulet z lewej kości czarnego kota. Magia podsuwała naprawdę wiele pomysłów w tej dziedzinie – w naszym kraju np. średniowieczne kobiety siadały przed stosunkiem na czterech palcach, co miało być gwarancją czteroletniej ochrony przed przypadkowym zapłodnieniem.

Ciąża nie może być wpadką

Powszechny jest pogląd, że znakiem naszych czasów jest rozdzielenie życia seksualnego i prokreacji. Jak widać, już w czasach starożytnych nie zawsze łączono życie płciowe z posiadaniem potomstwa. Niestety, środki jakie wtedy stosowano, nie tylko nie dawały gwarancji zapobiegnięcia zapłodnieniu, ale wręcz potęgowały ryzyko – licznych chorób, a niekiedy i śmierci. Może się wydawać, że tego typu praktyki odeszły już do przeszłości.

Niestety, przeglądając internetowe fora można natknąć się na różnego typu wskazówki „doświadczonych” koleżanek, które radzą młodszym, jak się uchronić przed niechcianą ciążą. To często wynik zwykłej przekory i wątpliwie pojmowanej zabawy. Należy jednak pamiętać, że na temat antykoncepcji warto rozmawiać otwarcie i szczerze. Powiększenie rodziny powinno być w każdym przypadku skutkiem świadomych i dojrzałych planów, nie zaś przysłowiowej „wpadki” czy „pecha”.

 

fot. Tony Veloz


@ śledź nas na instagramie
Ten komunikat o błędzie jest widoczny tylko dla administratorów WordPressa

Błąd: nie znaleziono kanału.

Przejdź na stronę ustawień kanału Instagramu, aby utworzyć kanał.

powrót do góry