Wynalazki bliskie kobietom cz. IV

autor: Agata Cygan | 18.03.2014

Test ciążowy

Testy „na ciążęistniały od zawsze. Jednym z najstarszych sposobów, jaki wykorzystywały już starożytne kobiety, było siusianie na nasiona. Jeśli poddane eksperymentowi ziarna pszenicy lub jęczmienia kiełkowały, kobieta była pewna, że jest przy nadziei (czy rzeczywiście była – to już inna kwestia). W średniowieczu do naczynia z moczem wkładano igłę, a następnie obserwowano jej reakcję z substancją – jeżeli zabarwiła się na czarno lub jej kolor sprawiał wrażenie rdzawego, można było podejrzewać ciążę.

Greczynki wykorzystywały test z cebuli – spodziewająca się dziecka kobieta wkładała cebulę lub inne warzywo o silnej woni do pochwy i pozostawiała na noc. Jeśli po nocy jej oddech pachniał cebulą, ciąża była wykluczona (skoro zapach przedostał się do ust, łono musiało być „wolne”).

Zanim do aptek trafiły pierwsze domowe testy ciążowe, powstało jeszcze kilka dość kontrowersyjnych metod potwierdzania błogosławionego stanu.

XVI-wieczny lekarz, Jacques Guillemeau kazał szukać go w oczach ciężarnej (w 2. m-cu oczy kobiety mają być głębiej osadzone, powieki opadać, a żyły w kąciku oka – puchnąć), inny z kolei sugerował zaglądać – nieco głębiej (stwierdził, że 6 do 8 tyg. po zapłodnieniu szyjka macicy, pochwa oraz wargi sromowe zmieniają kolor na ciemniejszy).

Domowe testy ciążowe pojawiły się na rynku w latach 70-tych. Od tej chwili kobiety mogły już kupić w aptece zestaw, składający się z fiolki z oczyszczoną wodą, zakraplacza i probówki. To jednak nie wszystko! Oprócz powyższych do zestawu dołączano także… próbkę krwi owczej. Na wynik tego rodzaju testu czekać należało około dwóch godzin. Od tego czasu testy ciążowe stały się dostępne na całym świecie i choć stopniowo udoskonalane – jak można zauważyć – zasada ich działania ma wiele wspólnego z tą, na jakiej opierały się diagnozy naszych poprzedniczek…

Wibrator

Choć brzmi to absurdalnie, pierwsze wibratory stosowane były przez XIX-wiecznych lekarzy z krajów anglosaskich jako narzędzie do leczenia histerii – schorzenia kobiecego (!) Doprowadzenie pacjentki do orgazmu miało ją bowiem wyzwolić z odczuwanych dolegliwości – bólu głowy, nerwowości, bezsenności, ociężałości, utraty apetytu (czy to aby na pewno objawy histerii…?) Warto jednak zauważyć, jak ówcześnie rozumiano termin histeria. Była to wędrówka macicy, która – wysuszona – przemieszczała się w okolice wątroby w poszukiwaniu wilgoci. Po dotarciu w okolice serca powodowała zawroty głowy oraz ataki niepokoju. Usprawnieniu pracy lekarzy miało służyć najpierw zastosowanie hydromasażu: przez specjalne urządzenie wystrzeliwano strumień wody w rejon ciała, zwany wdzięczną nazwą „produkcyjny”.

Z czasem z pomocą przyszedł Pulsocon (1890 r.) – urządzenie wyglądem przypominające wiertarkę, a następnie Manipulator – skomplikowana maszyna przypominająca parowóz. W roku 1902 r. opatentowano z kolei wibrator – zasilany prądem. Wprawdzie liczba zdiagnozowanych histerii w roku 1910 dziwnym zbiegiem okoliczności diametralnie spadła – kiedy proceder poddano publicznej debacie, ale fakt, że dostępne tylko dla lekarzy wibratory z czasem zaczęły pojawiać się w katalogach dla gospodyń, niesłychanie zwiększył ich popularność.

Z czasem zaczęły się pojawiać modele wielofunkcyjne, np. połączone ze szczotką, drapaczką do pleców albo – nasadkami do odkurzaczy.

W następnych latach powstało kilka kolejnych urządzeń, np. Oster Stim-U-Lax,- silnik mocowany do ręki (!) czy Niagara N1 – sprzęt wyposażony w obrotowy potencjometr, pozwalający na regulowanie intensywności wibracji. Od tego czasu wibratory przeszły jeszcze długą historię, wyposażane były w coraz nowocześniejsze technologie, ale pod względem ogólnej zasady działania nie różnią się od ostatniego ze wspomnianych.

Jako, że wibrator był piątym urządzeniem elektrycznym wykorzystywanym w gospodarstwach domowych – po maszynie do szycia i przez żelazkiem – pytamy, czy między waszymi sprzętami AGD przypadkiem czegoś nie brakuje…?

 

fot. Loredana Lavino


@ śledź nas na instagramie
powrót do góry